Pogoń Szczecin zmaga się z problemami. Letnia rewolucja nowych właścicieli Pogoni budziła wątpliwości, a pierwsze pięć kolejek tylko to poczucie wzmocniło. Za wielkimi słowami nie poszły wielkie ruchy i zamiast wielkich sukcesów, są wielkie kłopoty po wielkim laniu, które w niedzielę sprawił Portowcom w Szczecinie Górnik Zabrze. Właściciel Pogoni Alex Haditaghi oraz wiceprezes Tan Kesler po nieudanym zakończeniu ubiegłego sezonu zdecydowali się poukładać drużynę po swojemu. Mimo że trener Robert Kolendowicz chciał zatrzymać takich piłkarzy jak Rafał Kurzawa, Kacper Łukasiak czy Joao Gamboa albo Wojciech Lisowski i do nich dołączyć nowych, szefostwo zdecydowało inaczej. Z niektórymi nie przedłużono kontraktów, innych sprzedano albo przesunięto do rezerw. Efekt? Dzisiaj Portowcy są słabsi, niż byli wiosną 2025, kiedy przygotowania rozpoczęli od strajku, a następnie stracili trzech kolegów. Sprowadzenie zawodników z drugiej ligi tureckiej czy z ligi rumuńskiej albo z polskiego spadkowicza nie wyglądało na mocarstwowe ruchy i po pięciu kolejkach widać, że w tym wypadku pozory nie myliły. And co gorsza, zablokowanie transferu Efthymiosa Koulourisa podziałało fatalnie na Greka, który od dwóch meczów jest cieniem samego siebie. But trener Robert Kolendowicz uprzedzał, że ten zespół będzie potrzebował czasu, ale trudno się nie zastanawiać, czy faktycznie w tym wypadku upływ dni czy tygodni w czymkolwiek pomoże. So Pogoń Szczecin musi się zmobilizować, aby wyjść z kryzysu. W przeciwnym razie może być za późno.